Cloud Bay

Sweter dokładnie taki, jakie ostatnio lubię najbardziej. Prosty, szary, z kieszeniami i mega mięciutki :-)

Cloud Bay

Jestem z niego podwójnie zadowolona. Po pierwsze, nauczyłam się dzięki niemu włoskiego zamykania oczek (tzw. Tubular BO), po drugie, jest w obu wersjach językowych. Miłego dziergania!

P.S. Przez najbliższe 48h opis dostępny jest 20% taniej. Nie potrzeba kodu wklepywać, samo powinno odjąć.

Nie listopad

Jeszcze nie jest listopad, wiec spokojnie łapię się w ramki „jeden post na miesiąc” :-) Zatem do roboty…

Po pierwsze, jesteśmy po kolejnej wyprawie do Wawy. Poprzednio jak byliśmy, było nam ciężko wracać w ciemności do domu – spać nam się chciało koszmarnie, zatem tym razem postanowiliśmy zostać na noc w stolicy. Szybka decyzja, na jakimś portalu internetowym udało nam się tanio pokój w hotelu w centrum zarezerwować i mogliśmy odetchnąć wieczorem na mieście z Tuptupami. Wcześniej oczywiście było zaplanowane spotkanie u Agnieszki w Magic Loopie.

Było wesoło, głośno, włóczkowo i cudownie. Mnóstwo fotek wrzuciłam już na stronę fejsbukową, ale najlepiej chyba atmosferę widać tutaj :-) Oczywiście z pustymi rękoma od Agi nie wyszłam… Kupiłam kilka motków Holsta i po piątkowym wieczorze masowego golenia swetrów, kiedy mnie szlag prawie z golarką trafił, postanowiałm się zaopatrzyć w tzw. „sweater stone”. Wygląda on jak pumeks i jestem bardzo ciekawa jak się będzie sprawował, bo mam już dosyć notorycznego wymieniania baterii w golarce.

Będą pewnie paski :-)

markery

Zaopatrzyłam się też w garść kolorowych kulek, które powędrują jako nagrody w KALach.

Rano jeszcze chwilę się poszlajaliśmy po stolicy i potem spokojnie dojechaliśmy do domu.

Ja naładowana pozytywnymi wibracjami, chłop ubolewający, że był tak blisko stadionu, a nie widział sławnego 2:0 dla Polski.

Co więcej? Znowu zaniedbałam opisywanie dziergot tutaj. Biję się w klatę, lecz wierzcie mi, że o wiele łatwiej mi jest być aktywną na Instagramie niż w blogosferze. Dzieci, dom, terminy… a spać kiedyś trzeba (tsja, tego posta zaczęłam pisać o  11 rano :-/). Zatem pokazuję :-)

Sweter Carly zrobiony z Holsta trzymanego podwójnie. Miękki i ciepły!

Oraz warkoczowa czapa…

12 Cables

I jedna czapa w dwóch odsłonach :-)

Wersja Zig Zag

Wersja Little Wings

Obie żakardowe czapki powstały z włóczek Malabrigo: Rastity i Silky Merino. Owszem są to single, przez co są delikatne i mogą się szybko kulkować, ale za to jakie miękkie! Boskie!

W miedzyczasie udało mi się nawet zrobić coś dla jednego z dzieciaków. Rios w kolorze English Rose mi zalegał – ja sweterek z niego już mam, chłopaki tak mało zbytnio za różem przepadają, zatem chciałam go zutylizować na Agę. Jakoś niedawno zauważyłam na Ravelry prosty pulower, a że był na promocji, to go od razu kupiłam. Trochę opornie mi szło, aż pewnego dnia siadłam i zrobiłam te okropne rękawy w godzinę i zblokowałam. Myślę, że Riosa nie ma co reklamować. To jedna z najlepszych włóczek Malabrigo.

Puddle Duck

Młoda zadowolona :-) Swetrów, co prawda, po Wojtku ma mnóstwo, lecz nie są różowe, więc są fe :-/ Z młodym zresztą nie jest lepiej – dostałam zamówienie na czapkę z logo Batmana (obecnie wszystko Batmanowe jest uwielbiane) – czapa ma być czarna z pojedynczym nietoperzem. Matko Boska, zachciało mu się! No ale co? Jak dziecko prosi to trzeba dziergać, nie?

Tymczasem wracam do dziergania swetra. Tego samego jeszcze raz, bo musiałam połowę spruć :-/