Święta, święta

 …i po świętach. Chłop mi pracę jakiś czas temu zmienił, więc skończyły się czasy, kiedy to już kilka dni przed świętami mogliśmy się nacieszyć własnym towarzystwem, lenistwem i spaniem do 9-tej (a bywało, och bywało!). Mega szybko zleciały te trzy dni. Wizyta u teściów, rowery, objadanie się i korzystając z obecności Chłopa tłumaczenie opisu nowego sweterka. :-)

Sweterek owy jest prościutki. Strasznie tęskno mi się zrobiło za zwykłym raglanem, bez kombinacji. No dobra, jest jedna kombinacja, ot, takie pęknięcie na pupie :-)

Ta fotka najlepiej oddaje prawdziwy kolor swetra.

Punktem wyjściowym dla niego była jedynie włóczka, błękitna, z przebłyskami lekkiej szarości. Kiedyś z niej tworzyłam warkocze, ale szybko doszłam do wniosku, że to nie było szczęśliwe połączenie i bez żalu sprułam. Motki odleżały swoje i teraz stały się „Jessą”.  

No a „Jessa” już spisana, przetestowana i porządnie przetłumaczona :-) Lubimy się bardzo, bo po 1. uwielbiam ten kolor, po 2. idealnie pasuje do moich nowych musztardowych spodni i po 3. otwiera ona serię tłumaczeń moich opisów na polski.

Pozdrawiam Was serdecznie i oby burze u Was za bardzo nie szalały! (u nas póki co cisza)

P.S. Opisy z polską wersją mają na stronie również polską flagę przy nazwie.

Odkręcanie, przewijanie…

Szyleczko pyta, więc i ja pokażę moje gadżety (choć one takie stare, że im do miana gadżetów daleko), a mowa o motowidle i nawijarce.

Cały mój sprzęt widać na obrazku. Mam dwie nawijarki, przy czym jedna z nich jest bardzo stara i właściwie boję się jej używać. Pochodzi ona z Doplety, podobnie jak motowidło.

Są ciężkie, stare i „z charakterem”, o ile chęć poplątania lub urwania włóczki tak można nazwać. Ta stara nawijarka była moją pierwszą i używałam jej właściwie tylko kilka razy. Nie wiem, jakoś się nie polubiłyśmy. Do tego ma tendencje do wkręcania włóczki w „dzyndzolek” pod tym białym walcem (widać na zdjęciu niżej), a wtedy to już mnie krew zalewa i mam ochotę ją rzucić w kąt. Zatem jeszcze do niedawna wolałam wszytko przewijać w kulki.

Motowidło wygląda tak:

Koślawe toto, stare i popiskuje, ale działa więc nie marudzę. Jedynie trzeba uważać w którą stronę się nawija włóczkę, bo ma tendencje się odkręcić od podstawy i pofrunąć przez kuchnię. :-)

No i mój ostatni zakup – nowa nawijarka (taką chyba wiekszość z nas ma).

Jest ok, mało miejsca zajmuje, nie skrzypi, ale bardzo mnie irytuje spadający drut podczas przewijania. Czy tylko moja tak ma? Kończy się na tym, że muszę go trzymać, by włóczka się nie wkręciła. Niefajne…

Wreszcie!

Zrobiłam go pół roku temu. Potem było 1000 innych rzeczy ważniejszych niż spisanie małych „Pawich Oczek”, potem zima i choróbska, ale wreszcie opis jest.

spec5

Sweterek jest dziecięcą wersją tych „Pawich Oczek”. Obydwa swetry robi się tak samo, od góry, z okrągłym karczkiem z ażurem, jednak korpus w wersji dziecięcej jest, no… „dziecięcy”. Ma linię A i sweter zapina się tylko u góry. Ponadto, na prośbę testerek dodałam instrukcje na krótkie rękawy i muszę przyznać, że podoba mi się taka opcja i chyba Młodej wydziergam odpowiedni rozmiar na lato jeszcze raz, z krótkim rękawem właśnie.

spec6

Kardigan zrobiłam z Malabrigo Socka w chyba najcudowniejszym różu jaki widziałam Light of Love (nie wierzę, że się zachwycam różem… powiedzmy, że to zasługa Agi :-). Trochę się umęczyłam podczas robienia, oczywiście przez rękawy. Takie małe, a i tak robiłam je kilka tygodni. Ja nie wiem, co ja z nimi mam :-/

spec7

W każdym razie serię „pawiową” uznaję za ukończoną. Jeśli są osoby, które ową serię zakupiły i brakuje im jakichś opisów, proszę się do mnie odezwać na mejla – doślę co brakuje.