Fale

Mówiłam już jak bardzo lubię prostotę? :-) Bardzo!

Ten sweter jest prosty. Bardzo prosty. Poza kilkoma (znowu prostymi) warkoczykami gdzieniegdzie, a jego największym atutem jest ciepło.

Lanvad (w Bretanii tak się mówi na fale powstające na powierzchni wody od wiatru, albo wzorki na piasku pozostające po falach) został wydziergany z pewnej francuskiej włóczki, którą chciałam od bardzo dawna spróbować – De Rerum Natura Gilliatt. Jest to merynos, ale nie taki sprężysty i kolorowy jak Rios (choć Solenn bardzo przyzwoite kolory tworzy :), ale właśnie taki lekko rustykalny w wyglądzie, miękki i… już zamówiłam od niej kolejne motki ;-)

Włóczka tak bardzo mnie oczarowała, że z rozpędu powstała czapa. Znowu prosta, bo to praktycznie sam ściągacz… z kilkoma warkoczykami gdzieniegdzie. :-)

Bo nie od dzisiaj wiadomo, że im mniej, tym więcej :-) Lanvad Hat

P.S. Opisy po angielsku tylko, mam urwanie głowy teraz i muszę „na wczoraj” skończyć sweter, więc niestety nie dałam rady.

Pasiaki

Jakaś słabiutka zima w tym roku. Ja chyba, aż jeden raz ubrałam rajstopy pod spodnie. Nie podoba mi się to, nie podoba. Bywają dni kiedy Młoda również może spokojnie wyjść na dwór w spódniczce. W takich przypadkach bardzo lubimy getry :-) Aga ma kilka par: jakieś bawełniane tęczowe, zupełnie bez właściwości grzewczych; kupione w H&M bajeranckie z nitką srebrną (badziew, bo od razu się lekko podpruły) i z tamtego roku wełniane robione z Kaszmiry, które już wyglądają nieco szmatkowato.

Instagram

Wczoraj wsiedliśmy do auta, by spotkać się u teściowej z rodziną Chłopa i zamiast dziergać chustę, nabrałam oczka na nowe, wełniane getry dla Agi. Miałam jeden motek Dropsowego Big Delighta w kolorach różowo-niebiesko-brązowym (brąz ostatecznie wycięłam). Tym razem robiłam każdą osobno: nie miałam ochoty na kombinowanie z przewijaniem włóczki (paski robiłam przekładając kolory z dwóch końców motka) i jakoś tak bardzo polubiłam włoskie nabieranie oczek, że nie chciałam sobie zepsuć tej przyjemności :-)

Po wyjeździe z Torunia nabrałam 40 oczek ściągaczem i zaczęłam „paskować”. Pierwszą skończyłam przy kawie w Inowrocławiu, drugą ok. 17-tej i Aga mogła w nich wracać do domu. :-)

A tak prezentują się dzisiaj w normalnym świetle. Ciepłe, kolorowe i Młoda je zaakceptowała mimo braku srebrnej nitki ;-)

Jakieś 2cm przed górnym ściągaczem dodałam 2 oczka do obwodu, by nie obciskały. Ściągacz zamknięty po włosku również.

Teraz tylko ta zima mogłaby przyjść, nie?

Owieczka

Dziergające pewnie to znają…
„Wydziergasz mi czapkę/chustę/sweter?”
Takie pytania można usłyszeć dość często.
Pewnego popołudnia 2010 roku, zanim zaczęłam się podpisywać jako „Lete’s Knits” powstała Owca.
Miała ona być miejscem, gdzie znajdowałyby się rzeczy wydziergane przeze mnie dla „nie-dziergających”.
Potem życie się dosyć szybko potoczyło, Aga się urodziła, ja zajęłam się opisami, a Owca popadła w hibernację.
Do grudnia tamtego roku, kiedy to Chłop powiedział „Owca ma życ” :-)

sb3

Reaktywowana Owca jest jeszcze młoda i ciągle się zmienia, ale będą w niej rzeczy niezmienne: zero akrylu, w 100% ręczna robota i mnóstwo kolorów.

Woolly Sheep dla WOŚP

Dzisiaj też Owca dołączyła do WOŚP i podarowała dwie czapy na aukcje.
Można wylicytować Sand Banka lub Calzettę, a dochód całkowicie zostaje przeznaczony na „orkiestrę”.
Serdecznie zapraszam!