Moja kryjówka

O matko, tak dawno mnie na blogu nie było, że nawet nie poznaje zaplecza wordpressa ;) Chłop kiedyś tam strony na serwery inne przenosił, coś tam kliknął, czy tez nie kliknął i blog wyparował. Dopiero jakiś czas temu przywrócił go do istnienia.

Rok 2018 był rokiem ciężkim, i fizycznie i mentalnie. Chłop przeszedł poważną operacje kręgosłupa (już jest ok, ale prawie nie chodził), odeszła od nas moja czadowa teściowa (a trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno, bo teściową miałam the best) i wyprowadziliśmy się z „metropolii” jaką jest Toruń.

Nigdy nie sądziłam, że nadaję się na mieszkanie w domu, z ogrodem, na wsi z jednym sklepikiem (śmiejemy się, że podstawy są: chleb, wódka i podpaski, wiec można mieszkać), ale… nie zamieniłabym już tego zupełnie na nasze poprzednie mieszkanie na osiedlu, gdzie parkowanie jest jak walka o ogień. I nawet mi nie przeszkadza, że psy muszę wyprowadzać wieczorem z latarką w dłoni ;)

No, ale nie o tym chciałam. Dom domem, stoi, a w nim moja kryjówka. Po tylu latach dziergania po nocach, jak wreszcie wszyscy sobie pójdą precz, przeniosłam się do mojego własnego pokoju. Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że to mój pierwszy własny pokój w życiu! Za dzieciaka dzieliłam pokój z siostrą, potem jakieś akademiki i stancje, z krótkim epizodem kiedy wynajmowałam mieszkanie sama. Nigdy wcześniej nie miałam tak w 100% mojego pokoju. I to takiego. Powiem Wam, że ciągle mi się gęba cieszy jak tu siedzę. Mogłabym stąd nie wychodzić.

W końcu widzę co się kryło w kartonach w mieszkaniu. :)

Climb Every Mountain

Wieki nie dziergałam czegoś tak po prostu dla siebie. No dobra, może nie wieki, w końcu jakiś czas temu Ease zrobiłam, ale jakoś totalnie subiektywnie tak to odczuwam ;) Zatem, by nie zwariować i by dzierganie nie stało się „jedynie pracą” mam zamiar co jakiś czas zrobić ot tak, coś tam z ogromnej bazy wzorów Ravelry.

Kolejne na tapecie jest „Climb Evey Mountain” Heidi Kirrmaier – skromna (jak ona sama), prosta, a jednocześnie efektowna bluzeczka na wiosnę, albo zimę, jak ubiorę długi rękaw pod spód. Włóczka to Bouncy Sport mojego osobistego Chłopa farbiarza Martin’s Lab, w kolorze Jaded (powiadają, że aż zapiszczałam z zachwytu jak go dla mnie zrobił, ale nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam ;)

Dobra, dosyć gadania, fotki!

Jestem mega zadowolona. Nie dokonałam żadnych modyfikacji, dziergałam jak przykazano. Od momentu odpięcia po blokowaniu bardzo się polubiliśmy ;)

Wiosenna spódniczka

Co jakiś czas każde z moich dzieci wpadła w tryb „Mama, zrób mi coś na drutach”. Dzieje się tak kiedy przewijam włóczkę na nowy projekt, lub gdy tata w garach miesza. Każdy „dziewczyński” kolor wyczarowany przez Chłopa jest kwitowany przez Agę „to dla mnie?” :)  Tym razem kolor był dla niej :)

Spódniczkę „Spring Foliage” Moniki Sirny chciałam zrobić już od dawna, lecz dopiero teraz nadarzyła się okazja. Zrobiłam ją z Martin’s Lab Bouncy Sport w kolorze Lucky Dip (czyli takim niepowtarzalnym, który powstaje przy okazji zabawy barwnikami – najbliższy temu kolorowi jest nowy Aquila).

Wybrałam rozmiar na 6 lat i dziergałam dokładnie jak przykazano, bez jakichkolwiek zmian. Jestem bardzo zadowolona. I w szoku jakie duże mam dziecko! Aga za 2 tygodnie kończy 6 lat. Matko, kiedy to zleciało?

Powiem szczerze, że chętnie bym sobie zrobiła tę spódniczkę dla siebie :)

blog

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.