Co w trawie piszczy

Jakoś tak mi ostatnio wychodzi pisanie prawie co miesiąc. :-)  Życie pędzi jak szalone. Wojt wrócił do przedszkola, Aga nadal ze mną (i babcią) dnie spędza, a chłop kuruje się po usunięciu migdałków. Niestety doba nadal ma tylko 24h,  rodzina domaga się uwagi, terminy gonią, do tego jeszcze przeciążać organizmu nie powinnam, więc zdarza się, że czasami co nieco muszę zaniedbać (tak, tak o tłumaczenia mi chodzi ;-) Wybaczcie. Ale… mam za to kilka zaległych fotek. Między innymi z mega krótkiego wypadu do Gdańska…

…oraz ze stałego punktu odwiedzin, gdy bywam w stolicy, czyli Magic Loopa :-)

ML8

ML6

Na robótkowym froncie nieco cicho, ale już niedługo to potrwa.

Za kilka dni zaplanowana jest publikacja efektów ostatniej sesji z Marcinem, a w październiku chyba wszystkie opisy pójdą na szaro :-) No dobra, nie wszystkie, swetry tylko :-)

smoked4Zatem do napisania :-)

Koniec lata

Nie wierzę, że to już prawie wrzesień. Jeszcze tak niedawno było upalnie, a dzisiaj już siedzę przed komputerem w sweterku. Czas leci do przodu nieubłaganie.  Ostatnie kilka tygodni było bardzo absorbujące – dziergałam jak szalona, by się wyrobić, i co gorsza musiałam zrobić jeden sweter jeszcze raz. Nie wiem co mnie podkusiło, by skończyć prawie cały, skoro od prawie samego początku coś mi nie pasowało. No nic, zacisnęłam zęby, sprułam wszystko i wydziergałam od nowa. Poza dzierganiem opublikowałam kilka swetrów, które zupełnie zapomniałam tutaj pokazać, oraz kilka razy odwiedziłam stolicę, a tam oczywiście Agnieszkę. Wizyty w Warszawie były bardzo spontaniczne (i tak naprawdę musiałam jechać tam w innym celu), więc było mi niezmiernie miło, że kilka dziewczyn wpadło również na plotki. Na 100% planuję kolejny wypad, zapewne w przyszłym miesiącu, ale jeszcze nie wiem dokładnie kiedy.

U nas w domu bez zmian. Ta sama ilość dzieci, ten sam mąż :-) Jedynie nieco więcej po lekarzach biegamy, bo się jakieś paskudztwo do nas przypałętało, a z paskudztwami trzeba walczyć. Oby poszło w miarę szybko i, przede wszystkim, skutecznie.

Ale wracając do nowości. Poza Seiklusem wydziergałam również kilka sweterków. Podczas fazy fascynacji tym „co by było grubym nie zaczęła dodawać oczek na rękawy w metodzie contiguous” zrobiłam takiego oto cudaka, który nazwałam „Three Braids”.

Przedziwnie ten sweter wygląda „na plaskacza” i miałam niezły ubaw, jak rysowałam schemat do rozmiarówki (taki co w opisach w wymiarami jest) – pokraczne toto, dziwne, ale… skubaniec jest niesamowicie wygodny i zdobył moje serce tym, jak kolor ręcznie farbowanej włóczki się na nim rozkłada. Miało być inaczej, jest inaczej :-)

fiolet swyterek (13)

fiolet swyterek (11)

Na tej samej fali powstał Carly, który jakoś niedługo też powinien zostać opublikowany.

W lipcu opublikowałam jeszcze jeden sweterek, który powstał na wiosnę. Tym razem zwykły pulowerek dla dziewczynek. Musiałam się bardzo kontrolować, by nie zamieścić wcześniej zdjęć (a było trudno, bo Aga śmiga w nim ciągle). „Agyness” zrobiłam w współpracy z Dani Sunshine. To ta Dani od „Unwind Brighton” i właściwie publikacja była zaplanowana na kwiecień, lecz przygotowania nad festiwalem nie sprzyjały nam zupełnie. No, ale wreszcie jest!

Marcin zrobił mi dużo artystycznych fotek Agnieszki, ale i tak najbardziej lubię tę z jęzorem ;-)

Wojtkowi nadal robię pasiaka, który zaczęłam na wiosnę. Idzie powoli, ale nie szkodzi, bo robię rozmiar na 6 lat, więc przy tym tempie będzie akurat, jak go skończę. Grettir Marcina też leży i czeka (może kiedyś się doczeka), a ja mam ogromną ochotę zrobić sobie nowego „Snowbirda” z grafitowej aplaki. Hmmm… Właściwie to chyba wcale nie jest smutno, że lato odchodzi. Wreszcie będzie można nosić te wszystkie swetry, prawda?

P.S. Bym zapomniała. Do końca sierpnia wszystkie opisy są tańsze o 25% z kodem „goplucky”. Miłego dziergania!

Estońska przygoda

Dawno, dawno temu rozpoczęłam współpracę z Eleną Nodel, w wyniku której powstała kolekcja „jednomotkowych przygód”. W ciągu ostatniego roku wydziergałam prawie wszystkie poza ostatnią – estońską. Początkowo miał to być ażurowy szal, tylko był jeden problem – nie mogłam się za niego zabrać. Wiadomo szal oznacza nudne powtarzanie rządków, a to z kolei oznacza wyprodukowanie UFOka. I tak minął rok… i zamiast szala powstała chusta :-)

Chusta jest inspirowana estońskim motywem ażurowym, który jest przeplatany ukochanym i bajecznie prostym ściegiem francuskim. Obie sekcje nieco inaczej „rosną”, przez co ma ona ciekawy kształt (idealnie widoczny na zdjęciu z małą mistrzynią drugiego planu, która bardzo pożądała chustę ze mnie zerwać :-))

Cała idea tej kolekcji była taka, by każdy projekt mógł zostać zrobiony z tylko jednego motka włóczki. „Seiklus” też jest taka. Na serio wystarczy tylko jeden motek tzw. skarpetkowej i dosyć duże druty. Dodatkowo została tak zaprojektowana, by wielkość zależała od Waszego widzimisię – można ją robić i robić, aż się motek skończy :-)

Ponadto jest dostępna po polsku, z 20% rabatem i rozpoczyna chustowy KAL :-) Zresztą zanim Kal się zacznie to wszystkie chusty biorące udział są o 20% tańsze (z kodem ShawlKal).

Miłego dziergania zatem!