Nie listopad

Jeszcze nie jest listopad, wiec spokojnie łapię się w ramki „jeden post na miesiąc” :-) Zatem do roboty…

Po pierwsze, jesteśmy po kolejnej wyprawie do Wawy. Poprzednio jak byliśmy, było nam ciężko wracać w ciemności do domu – spać nam się chciało koszmarnie, zatem tym razem postanowiliśmy zostać na noc w stolicy. Szybka decyzja, na jakimś portalu internetowym udało nam się tanio pokój w hotelu w centrum zarezerwować i mogliśmy odetchnąć wieczorem na mieście z Tuptupami. Wcześniej oczywiście było zaplanowane spotkanie u Agnieszki w Magic Loopie.

Było wesoło, głośno, włóczkowo i cudownie. Mnóstwo fotek wrzuciłam już na stronę fejsbukową, ale najlepiej chyba atmosferę widać tutaj :-) Oczywiście z pustymi rękoma od Agi nie wyszłam… Kupiłam kilka motków Holsta i po piątkowym wieczorze masowego golenia swetrów, kiedy mnie szlag prawie z golarką trafił, postanowiałm się zaopatrzyć w tzw. „sweater stone”. Wygląda on jak pumeks i jestem bardzo ciekawa jak się będzie sprawował, bo mam już dosyć notorycznego wymieniania baterii w golarce.

Będą pewnie paski :-)

markery

Zaopatrzyłam się też w garść kolorowych kulek, które powędrują jako nagrody w KALach.

Rano jeszcze chwilę się poszlajaliśmy po stolicy i potem spokojnie dojechaliśmy do domu.

Ja naładowana pozytywnymi wibracjami, chłop ubolewający, że był tak blisko stadionu, a nie widział sławnego 2:0 dla Polski.

Co więcej? Znowu zaniedbałam opisywanie dziergot tutaj. Biję się w klatę, lecz wierzcie mi, że o wiele łatwiej mi jest być aktywną na Instagramie niż w blogosferze. Dzieci, dom, terminy… a spać kiedyś trzeba (tsja, tego posta zaczęłam pisać o  11 rano :-/). Zatem pokazuję :-)

Sweter Carly zrobiony z Holsta trzymanego podwójnie. Miękki i ciepły!

Oraz warkoczowa czapa…

12 Cables

I jedna czapa w dwóch odsłonach :-)

Wersja Zig Zag

Wersja Little Wings

Obie żakardowe czapki powstały z włóczek Malabrigo: Rastity i Silky Merino. Owszem są to single, przez co są delikatne i mogą się szybko kulkować, ale za to jakie miękkie! Boskie!

W miedzyczasie udało mi się nawet zrobić coś dla jednego z dzieciaków. Rios w kolorze English Rose mi zalegał – ja sweterek z niego już mam, chłopaki tak mało zbytnio za różem przepadają, zatem chciałam go zutylizować na Agę. Jakoś niedawno zauważyłam na Ravelry prosty pulower, a że był na promocji, to go od razu kupiłam. Trochę opornie mi szło, aż pewnego dnia siadłam i zrobiłam te okropne rękawy w godzinę i zblokowałam. Myślę, że Riosa nie ma co reklamować. To jedna z najlepszych włóczek Malabrigo.

Puddle Duck

Młoda zadowolona :-) Swetrów, co prawda, po Wojtku ma mnóstwo, lecz nie są różowe, więc są fe :-/ Z młodym zresztą nie jest lepiej – dostałam zamówienie na czapkę z logo Batmana (obecnie wszystko Batmanowe jest uwielbiane) – czapa ma być czarna z pojedynczym nietoperzem. Matko Boska, zachciało mu się! No ale co? Jak dziecko prosi to trzeba dziergać, nie?

Tymczasem wracam do dziergania swetra. Tego samego jeszcze raz, bo musiałam połowę spruć :-/

Co w trawie piszczy

Jakoś tak mi ostatnio wychodzi pisanie prawie co miesiąc. :-)  Życie pędzi jak szalone. Wojt wrócił do przedszkola, Aga nadal ze mną (i babcią) dnie spędza, a chłop kuruje się po usunięciu migdałków. Niestety doba nadal ma tylko 24h,  rodzina domaga się uwagi, terminy gonią, do tego jeszcze przeciążać organizmu nie powinnam, więc zdarza się, że czasami co nieco muszę zaniedbać (tak, tak o tłumaczenia mi chodzi ;-) Wybaczcie. Ale… mam za to kilka zaległych fotek. Między innymi z mega krótkiego wypadu do Gdańska…

…oraz ze stałego punktu odwiedzin, gdy bywam w stolicy, czyli Magic Loopa :-)

ML8

ML6

Na robótkowym froncie nieco cicho, ale już niedługo to potrwa.

Za kilka dni zaplanowana jest publikacja efektów ostatniej sesji z Marcinem, a w październiku chyba wszystkie opisy pójdą na szaro :-) No dobra, nie wszystkie, swetry tylko :-)

smoked4Zatem do napisania :-)