Środa jak to środa…

Odebraliśmy (właściwie Marcin) klucze do piwnicy i mnóstwo gratów pojechało precz. Marcin jest pełen optymizmu i wierzy, że wszystko pójdzie gładko i szybko. Hm, ja muszę się przyznać, że jak zawsze czarno to widzę. Jak, nie biorąc wolnego, można pomalować mieszkanie, przeprowadzić się, zdać stare wynajmowane i pozałatwiać wszystkie dokumenty? Nie wiem, po prostu nie wiem. Nie chce nawet o tym myśleć, bo robię się nerwowa (tylko tutaj troszkę ponarzekałam ;) ).

Z innych fajnych rzeczy. Przyszedł drapak dla kotów. Jakbym była kotem to bym się cieszyła.

Tak wygląda teraz...
Tak wygląda teraz...
)
Tak będzie wyglądał :)
)
Zakup zatwierdzono :)

PS. Może chce ktoś kupić:
– szafę narożną, ma kilka miesięcy, zakupiona specjalnie w celu umieszczenia w niej sukni ślubnej. Niestety, okazała się za niska;
– lodówkę, Whirlpool klasa A+, chodzi pięknie, lecz niestety ma drzwi przednie otarte (my mamy mnóstwo magnesów do zakrycia :) ). Może jakieś studenta się skuszą?
– 2 komódki z szufladami z Jysku;
Póki co wystarczy…

Zmęczony żuczek

Szkła kontaktowe nie nadają się do noszenia jak jest się przeziębionym. Oczy szczypią, są czerwone.  No, ale okularów to ja jeszcze bardziej nie lubię. No i dalej kicham i prycham. Jedyne co w tym wszystkim dobre to to, że sobie pośpię (chociaż z kotami biegającymi jak Struś Pędziwiatr będzie trudno).

Kulka nadal z nami. Wkurza Lokiego i Bellę aż do czerwoności. A te staruchy zamiast jej oddać to wrzasku narobią jakbyśmy my mieli ich rozdzielać, a jej wlać.

Jak można jej nie chcieć?
Jak można jej nie chcieć?

W domu nadal bałagan. Nawet nie za bardzo widzę sens wielkich porządków skoro na następny tydzień przeprowadzka. Kurcze, i nic jeszcze nie jest spakowane. W weekend będzie sajgon. Jedziemy do siostry na ślub, rozmowa kwalifikacyjna w Bydzi, Marcin ma zajęcia w niedzielę, a potem nowy tydzień. Nie wiem kiedy my to wszystko zrobimy…

Zgon małego potwora na biurku
Zgon małego potwora na biurku