6. miesiąc

Dzisiaj wg suwaczka internetowego zmieniło mi się okienko na kolejne – szóste :)

Nadal widzę swoje stopy.

Nadal mogę chodzić w niektórych ubraniach, co prawda spodnie muszą być ciążowe, ale normalne swetry póki co świetnie się sprawdzają.

Nadal mogę sama ubrać skarpetki i buty.

Nadal nie jest tak źle :)

Zrobiłam się tylko strasznie, powiedzmy, „wrażliwa”.

Mogę oglądać horrory, krew może się lać strumieniami, ale kiedy w kreskówce umiera jakaś bohaterka, łzy same lecą.

Ech, te kobitki w ciąży :)

Po drodze do domu podjechaliśmy do parku. Niestety miałam przy sobie tylko "głuptaka". Szybko człowiek się przyzwyczaja do lepszego :)
Po drodze do domu podjechaliśmy do parku. Niestety miałam przy sobie tylko "głuptaka". Szybko człowiek się przyzwyczaja do lepszego :)
I żeby nie było, że tylko ja jestem na zdjęciach. Mój Małż :)
I żeby nie było, że tylko ja jestem na zdjęciach. Mój Małż :)

Leń Maruda

Dziwny jakiś ten tydzień. Po pierwsze okazało się, że na kucharkę w ciąży to ja chyba jednak się nie nadaję. Obiady, sałatki, mięsa to ja mogę robić, ale jestem beztalenciem cukierniczym. A zaczęło się od ochoty na rogaliki drożdżowe. Trzeba było lepiej jechać na Stare Miasto do Pana, który sam piecze ciasteczka i kupić kilka, a nie się wściekać pół wieczoru na siebie. I Małża przy okazji.

Do tego dopadł mnie koszmarny Leń Maruda – nawet na blogu nie chciało mi się pisać. Pogoda do tego jakaś taka szaro-bura, że człowiek nie ma nawet ochoty wychodzić na dwór z aparatem.

No dobra, dosyć jęczenia.

Dzisiaj troszkę mi się polepszyło, bo byliśmy podglądać Synka. Synek na 100 procent jest synkiem, buźki nie chciał za bardzo pokazać, ale za to swoją płeć jak najbardziej. Tak a propos, fajnie chodzić na podglądanie z Małżem – polecam gorąco. Raz, że raźniej, dwa – super przeżycie :)

Brzuch i ja tej jesieni.
Brzuch i ja tej jesieni - wyjątkowo jakoś nie szaro-burej :)

Kompan

Spotkałam dzisiaj koleżankę, też Justynę i też z terminem na początek marca.

Wychodzi na to, że się spotkamy na porodówce.

Tak więc sobie postękałyśmy jak to przespałyśmy całe lato, jak nas strzyka w krzyżu i jak nam wszystko śmierdziało.

No i miło mieć kompana w tyciu :)

W taką pogodę to nic tylko słuchać muzyki (moje najnowsze odkrycie - The Gossip i nową Chyliśnką, a co tam) i zajadać się gumami rozpuszczalnymi, moją ostatnią zachcianką.
W taką pogodę to nic tylko słuchać muzyki (moje najnowsze odkrycie - The Gossip i nową Chylińską, a co tam) i zajadać się gumami rozpuszczalnymi, moją ostatnią zachcianką.