A może będzie tak?

Kolejne spotkanie w szkole rodzenia za nami. Tam razem oglądaliśmy poród. Jestem bardzo dumna z Małża, że nie należy do grupy tatusiów, którzy celowo na zajęcia nie przyszli. Zresztą jak to Małż mawia: „Sekcję zwłok widziałem, to i poród przeżyję”. Biorę to za dobry omen. Kurcze, jakoś tak ten poród staje się namacalny i nieuchronny. Co prawda, nie przez filmy, ale po dzisiejszych ćwiczeniach oddechu, wiecie, takie szybkie „zdmuchiwanie świeczki” jak na filmach, tak do mnie ta powaga sytuacji dotarła. Ale jeszcze się nie boję, jeszcze się nie boję, jeszcze się nie boję…

No i śmieszna ciekawostka. Jakiś czas temu ze znajomymi z pewnego portalu internetowego bawiłyśmy się programikiem do „tworzenia dzieci” ze zdjęć rodziców. Mnóstwo śmiechu przy tym było. Mi udało się „stworzyć” dwa portrety bobasów, a oto jeden z nich. Po USG wybrałam ten, bo jak widać nos, usta i oczy są totalnie tatusiowe. Ciekawe czy Synek będzie tak wyglądał?

A ja jakaś taka robię się kapryśna. W tym tygodniu ciąża mi się nie podoba i już! Tym bardziej, jak do pakietu ciążowych dolegliwości muszę doliczyć puchnięcie moich serdelkowatych palców. Zatem obrączka dzisiaj została zdjęta – wracamy do czasów „wolności” ;) No i fajnie by było, gdyby rzeczywiście przyrost wagi zwalniał w 3. trymestrze, bo ja coś czarno to wszystko widzę.

I kolejna fotka z serii "Z zazdrośnicą".
I kolejna fotka z serii "Z zazdrośnicą".

Niedziela

A oto jak przyjemnie spędziliśmy niedzielę.

Męskie rozmowy z moja torebką w tle:) Proszę się z Małża nie smiać - jakoś musiałam trzymac aparat.
Męskie rozmowy z moją torebką w tle:) Proszę się z Małża nie śmiać - jakoś musiałam trzymać aparat.
Lil' Sis
Lil' Sis
Z małym diabłem w tle :)
Z małym diabłem w tle :)
Takie ładne niebo, a Małż grzebielucha grzebie w komórce :)
Takie ładne niebo, a Małż grzebielucha grzebie w komórce :)

Kapusta inaczej

Podczas ostatniej wizyty u Dr S. zostałam zapewniona, że mogę gotować potrawy z winem zatem niedługo będziemy chcieli wypróbować chyba najbardziej sławny przepis z książki Julii Child. Póki co naszła nas ogromna ochota na zrazy wołowe w pyzami na parze i kapustą z grzybami. Przepisu na zrazy zamieszczać nie będę, ale na kapustę owszem. Poznałam go wieki temu, ale przypomnę zainteresowanym, bo jest całkiem fajny – szczególnie teraz przed świętami, kiedy wiekszość Polaków stawia bigos na stół. Dobry bigos nie jest zły, ale taka kapusta podana inaczej może spokojnie z bigosem konkurować.

KAPUSTA INACZEJ Z PIECZARKAMI

Składniki:

– 1 kg kapusty kiszonej (najlepiej czystej bez marchewki)

– 0.5 kg pieczarek (umyć, pokroić na plasterki, podzielić na dwie części)

– 1 kostka masła

– pieprz i sól

Połowę pieczarek podsmażamy na połowie kostki masła. Przyprawiamy pieprzem i solą wedle uznania. Druga połowa masła i pieczarek ląduje w innym garnku razem z kapustą. Podsmażamy kapustę, po jakiś czasie dodajemy do niej zawartość pierwszej patelni czyli pieczarki na maśle (wlewamy wszystko). Dusimy na małym ogniu aż do zmięknięcia kapusty. Oczywiście warto przyprawić wszystko. Voilà! Cała filozofia.

SMACZNEGO!

I na koniec ja, nawet nie przebrana, a już urzędująca w kuchni :)
I na koniec ja, jeszcze nieprzebrana po przyjściu do domu z zakupów, a już urzędująca w kuchni :)