Ze spaceru

Zataczamy coraz większe koła i coraz większa liczba osiedli staje nam się znajoma.

A w wózku, poza Synkiem, aparat też jest :)

Nie, nie poszliśmy na cmentarz, ale "przez cmentarz" na skróty.
Hmm...

No i ja, ale tylko dlatego, by wreszcie pokazać ponczo.

Rutyna

W miarę się wysypiamy.

Właściwie nie jest tak źle skoro karmienia są około północy (tutaj ja często już śpię, a Małż coś tam klika, więc tak naprawdę się taka pobudka nie liczy), potem około 2 lub 3 nad ranem, kolejne jest około 5/6. Czasami o tej porze Małż szykuje się już do pracy, a ja z Synkiem dosypiamy do ósmej. A potem trzeba wstać i szybko zjeść śniadanie, ogarnąć się, kolejne karmienie, czuwanie, karmienie, spacer, karmienie, obiad, karmienie…

W międzyczasie zmienianie pieluch, a czasami zmiana własnych ubrań, jak Synkowi uda się matkę ustrzelić siuśkami :)

I tak każdy dzień sobie mija, a ja nie wierzę, że to już prawie 4 tygodnie.

Zresztą spotkałam dzisiaj znajomą z pracy. Dla niej Wojtek był „taki malutki”, a dla mnie to coraz cięższy „kawał chłopa”.