Jurto :-)

Źródło new.meteo.pl

Portal meteorologiczny nie pokazuje Jastrzębiej Góry. Najbliżej jest Władysławowo. No dobra, troszkę deszczu jest, ale może się mylą. Zresztą w Toruniu też pokazywali jedno, a co innego działo się za oknem. Tym bardziej, że znajome już tam są i wczoraj nawet przekazały, że słońce świeciło i plażowali z dzieciakami. Może nie tak jak w lipcu, ale to i tak już coś.

Zatem, do zobaczenia jutro. Tym razem będę pisać znad morza :-)

P.S. Dostęp do netu będzie, wiec relacja będzie na bieżąco. No chyba, że padniemy wieczorem jak muchy – tak, jak w Helu.

Olaboga!

Ile gratów!

Synka ubrania już spakowałam. W większości ciepłe bluzy i spodenki, ale na ładną pogodę też się przygotowałam. Chociaż po wczorajszym spacerze zaczęłam planować zabranie samych polarów. Ale była kosta! Nawet kurtkę jesienna Młody musiał ubrać. No nic, nad morze możemy spokojnie jechać nawet jak jest tak chłodno, byleby się odpowiednio ubrać, nie?

Z ubraniami Marcina też jest luzik, ale moje? Jejku. Przecież nie będę biegać w tym samym polarze cały tydzień. No i przewalam te ubrania z kąta w kąt, bo nie wiem, co zabrać by było ładnie i ciepło. Zresztą mam nadzieję, że będzie tak, jak co roku na początku września, czyli pięknie i słonecznie. O! Do 7-go nie przyjmuje do wiadomości, że idzie jesień.

Poza tym dzisiaj mamy dzień ładowania baterii i czyszczenia kart pamięci w sprzęcie. Odkurzyłam nawet idiotenkamera (planujemy odwiedzić pewne miejsce, gdzie boję się brać Nikona – jak uda mi się coś ładnego tam pstryknąć, obiecuję pokazać) i znalazłam zdjęcia sprzed 8 miesięcy. I dwa filmiki falującego brzucha z Synkiem jeszcze w środku :-)

Nawet było zdjęcie ze szpitala zrobione dzień przed porodem. Tak wygląda oddział patologii ciąży. Dobrze, że porodówka i POP są ładnie wyremontowane.

No i news z ostatniej chwili. Synek dzisiaj usiadł sam w leżaczku. Kurde, ale jestem duma :-D.

Światłem po oczach

Humor mam ostatnio do bani. Może się poprawi, jak w środę Małż zamiast iść do pracy, pojedzie z nami na wakacje. A wyjazd prawie nam przeszedł koło nosa, bo pani okulistka skierowała dzisiaj Małża ponownie do szpitala na oddział. Dzięki Bogu, wszystko jest ok, więc Marcin bierze należny mu ojcowski i będzie z nami wdychał jod.

Latarnia w Helu.

Przeraża mnie ilość gratów do zabrania. I do tego ta pogoda. Nie chodzi absolutnie o to, że może padać i się boję deszczu, lecz o ilość ciuchów. W każdym razie listę-dla-zapominalskich już zrobiłam i jutro powolutku zacznę wszystko szykować. A jak znam życie, i tak coś zapomnę :-)