Rudzielec :-)

Pokaże się tak, by było lepiej włosy widać. Czasami jak słońce zaświeci jakiś taki rudy poblask mi się robi. Normalnie jak za czasów ogólniaka, tylko wtedy włosy były z 3 razy dłuższe (i pewnie grubsze).

Młody nadal szykuje się do czasu zimowego i wstaje około 6. W weekend poszedł nawet dalej w tym szaleństwie i był już rześki o 5. Litości nie ma. No, ale coś za coś. Przeważnie o 20 mamy już czas dla siebie. Do tego zasypia w łóżeczku sam, bez ciumkania cyca – a to chyba duży sukces, nie?

A ja szaleję na Allegro i kupuję resztki włóczek na sweterki, czapeczki i inne bajery dla Synka. Pracowita jesień się zapowiada. :-)

Grzeją ;-)

Jesienne słoneczko :-)

Zaczęli nam wreszcie grzać, właśnie kiedy zrobiło się na dworze cieplej. Pogoda zresztą jest cudowna, tylko trochę nie wiem jak Synka ubierać – nie chciałabym go przegrzać, a potem walczyć z gilami wiszącymi do pasa. Póki co, odpukać, dobrze nam idzie.

A propos grzania – dobrze, że zaczęli bo Młody wypuszcza się już na wędrówki po całym mieszkaniu – właściwie próbuje, ale my go jeszcze stopujemy, bo cały czas mam wrażenie, że szoruje brzuchem po zimnych płytkach podłogowych. Może nie w korytarzu przy lustrze, bo tam podłoga jest zawsze gorąca od rur (pamiętacie Lokiego leżącego tam całą zimę?), ale w pozostałych miejscach jest tak sobie. Tak czy siak, zaczęłam już mu dziergać jakąś kamizelkę, żeby mógł sobie spokojnie pełzać.

A, wie ktoś może jak to się dzieje, że Synek ma całą skrzynię zabawek, a i tak najbardziej fascynują go kable, moje kapcie, drzwi balkonowe i Loki?

Dopisek:

Tak to właśnie wygląda :-)

Dzień żywych trupów

Nasz glonojad przyssany do lusterka ;-)

Wojtek, jak przystało na prawie 7-miesięcznego brzdąca, wiekszość nocy przesypia już spokojnie, bez pobudek na karmienie, we własnym łóżeczku. Jest tylko jedno ALE. Codziennie budzi się o szóstej rano i ani myśli iść z powrotem spać. Nawet wizja spania w łóżku rodziców nie działa na Synka.

A my zaczynamy chodzić jak zombie.