Summit summita pogania

Dziergam szybko, aż ręce zagrzewają się do czerwoności. Jeden summit ma się ku końcowi, a tu się okazuje, że i drugi w kolejce czeka. Najprawdopodobniej szybko się nie uwolnię od tego wzoru. Ech… Poza tym wreszcie skończyłam czapeczkę dla Synka, na którą czaiłam się chyba z miesiąc (ale pokażę całość, czyli jak skończę jeszcze szalik i rękawiczki do niej).

Czy on przypadkiem sobie za dużo nie pozwala? ;-P

Małż zrobił sobie dzisiaj wagary, ale niedziela będzie już tylko w dwójkę z naszym Perszingiem. Matko, jak Synek się szybko przemieszcza! Góra, dół, przy kanapie, pod ławą, z Lokim, w zabawkach, tylko oczu z tyłu głowy brakuje. I przy tym tak cudnie się śmieje i marszczy nosek ;-)