3-needle bind off, czyli zakończenie robótki przy pomocy 3 drutów

Tutorial, jak i wiele innych rad nie tylko moich, będzie można znaleźć na Drucie Pomocniczym. Ja wklejam tutaj też dla potomności.

3 needle bind off jest świetnym sposobem na uniknięcie szycia gdzie popadnie. Stosuje się go najczęściej podczas łączenia ramion lub kapturów, choć spotkałam się z nim w innych wzorach również.

Mały tutorial w kilku zdjęciach :-)
1. Przede wszystkim jeśli łączymy ze sobą dwie części robótki np. tył i przód sweterka na ramionach, należy dopilnować aby obie części miały taka samą liczbę oczek. Następnie układamy je prawymi stronami do siebie – jeśli łączenie ma być niewidoczne. Czasami jednak można połączyć części lewymi stronami do siebie i w ten sposób uzyskać ozdobny szew na zewnątrz.

Nić, z której będziemy korzystać powinna być przyłączona do tej części z tyłu.

2. Bierzemy do ręki trzeci drut – trochę większy by nie było za ciasno i zaczynamy zamykać oczka na prawo. (Uwaga, dziergam po heretycku więc na zdjęciach widać, że wbijam się w tył oczka. Proszę się tym nie sugerować, lecz robić oczka prawe po swojemu!).

Dziergamy na prawo z dwóch drutów jednocześnie.

Dwa pierwsze oczka łączymy razem, by je zamknąć.
Kontynuujemy...

I voilà!
Od zewnątrz robótka wygląda tak. Może łączenie nie jest niewidoczne, ale za to NIC NIE SZYJEMY, a chyba o to chodzi, nie?

W raju

Dzisiaj narzekania nic a nic nie będzie, ale za to reklama. :-) Dzięki pewnej Uli, którą poznałam na Ravelry, jakiś czas temu złożyłam zamówienie w tym sklepie. I w czwartek pan listonosz przytachał tę paczkę…

w której było to…

Wszystko dostarczone do domu mniej więcej po tygodniu, bez cła. :-P

Same mieszanki mojej największej miłości, czyli merynosa, z alpaką, wiskozą, etc. I to w pięknych kolorach. Mmmmmm…

A rada dla przyszłych klientek – kupujcie we wtorki, bo wtedy są właśnie przeceny ;-)

Drifting

Pogoda dzisiaj do bani, ale fotki są ;-)

Wzór „Drifting” z kolekcji „Breezy Blues” Cecily Glowik Macdonald.

Wzór bardzo ciekawy, bo chociaż na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły raglan, to taki nie jest. Oczka na przody są nabierane wzdłuż krawędzi rękawów, przez co swobodnie sobie zwisają. Jak go przypinałam do zblokowania miałam Witaminowe deja vu ;-)

Zrobiłam go z włóczki  Schachenmayr nomotta Regia Silk 4-ply. Według wzoru sweterek miał być zrobiony ze skarpetkowej włóczki, a do tego ta wybrana przeze mnie miała trochę jedwabiu, więc miało być git. Było do momentu rozpoczęcia pracy :-/

Włóczka jest miękka, lekka, miła w dotyku, ale koszmarnie się kulkuje i do tego, jak na jednym zdjęciu widać, dzianina się paskudnie gniecie. Ale gdyby tylko tyle „ale” było, to bym to zniosła. Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie wpieniła dzisiaj rano, i to bardzo. Kupiłam ja w sklepie, w którym najczęściej robię zakupy, i do głowy by mi nie przyszło, że przyślą mi motki z kilku lotów. Zamówiłam 4 – przy takiej ilości już raczej nie chodzi o parę skarpetek – i ufając, że wszystko jest ok, nawet nie spojrzałam czy się numerki zgadzają. I tak sobie dziergałam i dopiero rano, jak sweter wisiał na wieszaku zauważyłam ciemny pas od talii w dół oraz na rękawach. Na zdjęciach tego nie widać, na żywo laik się nie dopatrzy, ale… ech :-/Moje modyfikacje to:
– dłuższe rękawy i tułów,
– 5 oczek ryżu na brzegach przodów i na krawędziach zamiast ściągaczy. Z brzegiem też była jazda. Musiałam go poprawiać dwa razy, albo za ciasno zrobiłam, albo za luźno, a i tak skończyło się na szydełku :-/

Jakieś pechowe te wzory Cecylii, a tak mi się podobają :-/

Tył wygnieciony :-/

A, bym zapomniała. Mam jeszcze 6 motków szarej Regii, którą kupiłam na drugi sweter z tej kolekcji. Chyba jednak zrobię z niej skarpetki dla całej rodziny…