Stripy / Pasiak

It happened again. You know this feeling when you see something and you must make it now, otherwise you can’t sleep at night? Yep, it happened to me again after seeing Gosik’s beautiful version of Diana’s „Etude in Stripes”.

I znowu mnie dopadło. Znacie to uczucie, kiedy nie możecie spać po nocach, bo ręce aż świerzbią by wydziergać coś, co wam wpadło w oko. Mnie dopadło po zobaczeniu Gosikowej wersji „Pasiastej Etiudy” autorstwa Diany.

And here it is. When I started knitting it I had way too many things on my needles, but I just had to make it. Not in purple as I’m not a purple person at all, but in my favorite shades of brown. And even though I had two kids to look after, 3 test knits in progress and lots of other stuff I completed my Etude in about two weeks.

No i jest! Co z tego, że miałam mnóstwo innych rzeczy do dziergania? To było „muszę, bo się uduszę!” i nie w fioletach, ale w ukochanych brązach. I pomimo dwójki szkrabów, trzech testów na drutach i 1000 innych rzeczy zrobiłam go w jakieś dwa tygodnie.

And I guess it’s all because of stripes. Or maybe I should say „thanks to stripes”. Do you knit stripes faster than plain Stockinette too?

I to chyba wszystko przez paski, albo może dzięki nim. Czy Wy też dziergacie paski szybciej niż sam gładki?

Pattern / Wzór:
Yarn / Włóczka: DROPS Alpaca, DROPS Delight
Needles / Druty: 3.75 mm

Actually / Tak właściwie

There are moments during a day which prevent me from going insane and assure me that actually everything is OK. :-)

Są takie rzeczy czy momenty w ciągu dnia, dzięki którym zamiast zwariować człowiek sobie uświadamia, że tak właściwie dobrze jest :-)

Like creaking of a baby in the bassinet when she’s stretching. Do you remember that? I forgot how loud stretching can be, especially after breastfeeding :-)

„Skrzypienie” niemowlaka w kołysce, kiedy się przeciąga podczas spania. Pamiętacie to jeszcze? Ja już zapominałam jak głośne potrafi być zwykłe przeciąganie się. A najgłośniejsze jest chyba po karmieniu. :-)

Like a toothless smile when mom is making a fool of herself. And shy babbling when mom is talking nonsense.

Bezzębny uśmiech, kiedy mama robi z siebie wariata. I nieśmiałe głużenie, gdy ta sama mama bzdury opowiada.

Like the joy of a two-year-old who sees his mom in a distance with a camera. And his wonderful cry „Moo-mmyyy!”, which sounds even cooller in a store with mom nearby. :-)

Radość dwulatka, który widzi mamę w odległości z aparatem, a tata z nim szaleje na basenie. I to cudowne wołanie: „Maa-moooo!”, które równie dobrze brzmi w sklepie i co z tego, że mama stoi obok? :-)

Like wild marching to the sounds of a track from vinyl record from mom’s childhood.

Wariackie tuptanie, raz wolno, raz szybko w rytm „Zoo”(wykon Fronczewskiego) odtwarzanego z winylu.

And kisses, and kisses and kisses :-)

I buziaki, buziaki i jeszcze raz buziaki :-)

Zygzaczek

Juhu! Skończyłam jeden z tych „aktywnych” pięciu projektów.

Jak widać miłość do Belli Alize nadal trwa. Tym razem wykorzystałam motki kupione dawno temu dla Wojtka (jakim cudem ja chciałam coś z tego zrobić dla niego nie wiem do tej pory). Sukienka jest testem dla znajomej z Ravelry, a że batik aż się prosi o zygzaki to postanowiłam tę włóczkę właśnie wykorzystać.

Sukienka tak naprawdę jest tuniką na rozmiar 6-12 mcy, lecz chciałam aby Agnieszka już teraz mogła brzuszek w wózku nią ogrzewać. I jest super – lekka, przewiewna (tym razem leciałam na drutach aż 4.5!) i w kolorach, które bardzo lubię, no i w których Młoda bajecznie wygląda.

Poszło na nią trochę ponad jeden motek, ale to dlatego że tył i przód mają dokładnie takie samo rozłożenie kolorów u góry. No i żeby nie było, że wszystko „ja sama”, to pochwalę moich chłopaków, którzy dzisiaj zostali wysłani do pasmanterii i sami wybierali wstążkę w kolorze idealnie-pasującym.

Edit: Fotka sukienki na modelce :-)