Nieformalny ażurowy

Lato coraz bliżej i szkoda wełnę rzucać w kąt. Bawełna jest ok, ale tak jakoś nie mam do niej serca. Owszem dziergam z niej z ogromną przyjemnością wszelkie bluzeczki, sukienki i inne pierdółki dla dzieci, ale jakoś tak dla siebie mi nie bardzo idzie. Od roku na drutach mam Dropsowego Safrana, z którego ma być bluzeczka Kim Hargreaves (wyjęłam nawet tę robótkę jakoś tydzień temu, by co nieco do przodu ją dać…póki co kapota), Bella lub Gringasco już są przygotowane na nową wersję Goldilocks dla Agi, a ja sama nadal siedzę w wełnach. I co by tu wełnianego zrobić, ale takiego by nadawało się na lato? Ano sweterek ażurowy :-)

Generalnie to ja śmigam w spodniach, od wielkiego dzwonu narzucę na siebie sukienkę, bo najzwyklej w świecie musi być praktycznie (a w piaskownicy to tak mało zbytnio wygodnie w sukience :-), zatem i sam sweter musiał być jak najbardziej uniwersalny.

I jest. Do tego kolor nijaki (bo ni to szary, ni beżowy), ale za to pasujący idealnie do mojej szafy :-) O, właśnie tak naprawdę wygląda, taki nieco beżowy…

A do tego, by był mały akcent kontrastujący ze swetrem, postanowiałm zaopatrzyć się w koralikową bransoletkę. Nie, nie wpadłam w kolejny nałóg, wolałam się zwrócić do kogoś, kto sobie fantastycznie radzi z maleńkim szydełkiem i tysiącami kolorowych kuleczek, a mianowicie do Effci, która wyczarowała dla mnie takie cudo.

Jestem zachwycona i już złożyłam zamówienie na kolejną :-)

A sama bransoletka ze sweterkiem komponuje się o tak…

A, na koniec jeszcze kilka szczegółów o włóczce. To Madelinetosh Merino Light. Z tej samej włóczki robiłam Avventurę dla siebie, lecz wtedy jej nie prałam, ale blokowałam na ciepło. Teraz próbka luźniejsza, moczenie i… nie mam ochoty go zdejmować, bo jest tak fantastycznie przyjemny dla ciała. Do tego jeszcze trafiły mi się tak dobrze dobrane motki, że nie musiałam przekładać nici i rękawy są robione każdy z osobnego motka. Normanie aż gęba mi się cieszyła, bo Alecię Beth to kurczę musiałam na trzy motki robić, bo każdy z innej parafii.

Za to teraz znowu muszę przekładać… tym razem niebieskie kulki, jak to mawia mój syn :-)