U baby

Siadam przed komputerem i odwiedzam „obowiązkowe” strony. Czytam, odpisuję, albo staram się zapamiętać, gdzie odpisać mam później, na koniec zostaje decyzja „co ma iść na bloga?”. I tak się naskrobię, zdjęć udostępnię, że właściwie na blogu jest cisza.

Synek był kolejny raz chory, teraz Młoda się zaraziła. Bywa… Tak czy siak, dzisiaj wrócił do przedszkola, więc wreszcie siadłam by obrobić dla jego pań zdjęcia z wyjazdu z grupą. Ponad tydzień temu byli na wykopkach w gospodarstwie agroturystycznym pod Chełmnem. Ja też byłam jako „pomoc” i przy okazji zrobiłam im trochę zdjęć.

Już zapomniałam jak głośna potrafi być taka ilość dzieci.

Zimno

No i stało się. Pada, w nocy w chacie zimnica, skarpety wełniane poszły w ruch. Do tego Synek ma gile do pasa i niestety już teraz musi w domu zostać z gorączką zamiast bawić się z kolegami w przedszkolu :-/

Ale taka aura ma też swoje dobre strony… Ma się na przykład motywację, by szybko mieć nowy wełniany sweter. I nawet jakoś udaje mi się zdzierżyć fakt, iż jest robiony od najgorszej (wg mnie) strony z możliwych, czyli od dołu.

No i sezon na kominy można chyba uznać za otwarty nie?