30 Days of Indy

W listopadzie amerykański sklep włóczkowy In The Loop prowadzi akcję, podczas której niezależni projektanci oferują jakiś jeden swój opis za połowę ceny. Ja także biorę udział w ich 30 Days of Indy z „The Vampyre”. Opis jest dostępny po polsku!

Tylko dzisiaj tj. 28 listopada po wpisaniu kodu 30dayproject opis na Wampira kosztuje 50% mniej. Zakupu można dokonać przez Ravelry lub Etsy – kod należy wpisać w okienko na końcu podczas dokonywania transakcji („use a coupon code” na Ravelry lub „karta upominkowa” po zalogowaniu się na paypal).

Miłego dziergania!

Miasto krasnali

Ostatni raz byłam we Wrocku chyba z 12 lat temu. Szalałam wtedy na koncercie Cave’a i żadne dzierganie nie było mi w głowie. Ani krasnale, które fotografowałam razem z Ani rodziną :-) Nie mam zdjęć ich wszystkich niestety, ale pewnie wtedy bym nie miała kiedy iść do Dziewiarki :-)

No i mały konkurs. :-)

Pierwsze 5 osób, które prawidłowo nazwie przynajmniej 3 krasnale przedstawione na zdjęciach dostanie ode mnie darmową kopię wybranego przez siebie opisu sweterka, czapki czy czegokolwiek innego. :-) Powodzenia!

(Komentarze pokażę jak będzie 5 osób).

Grettir

Mam słabość ogromną do żakardowych okrągłych karczków. Ogromną!

Grettira wypatrzyłam jakiś rok temu i właściwie planowałam go zrobić nie dla siebie, ale dla Chłopa. Wszystko miało być w tajemnicy, lecz niestety gdy doszło do wyboru kolorów poddałam się – jednak lepiej uzgodnić, by Chłop sweter nosił, niż dziergać na darmo w kolorach nie do zaakceptowania.

No i wybierałam kolory chyba z pół roku. Tak się grzebałam, że stanęło na zestawach może nie fantastycznych, ale najlepszych z dostępnych. Mój w beżach z musztardą i zielenią, Marcina – brązowy z nutą zieleni (przyznam, że zestaw Marcina mi jest o wiele bliższy).

Sweter dziergałam tak sobie gdzieś tam w tle. Najpierw rękawy – te wyjątkowo szybko poszły, chyba z radości, że będę je miała z głowy już na starcie. Potem korpus. No tu było ciężej, bo wiało nudą, ale jakiś tydzień temu wzięłam się w garść. Potrzebowałam czegoś, przy czym nie muszę liczyć sama oczek, a że robótka była ciągle pod ręką, to jakoś zeszło.

No i karczek :-) Jared jest jednym z najzdolniejszych projektantów i to widać po jego instrukcjach. Facet nawet napisał, która nić ma być dominująca i lewa strona wygląda równie dobrze, co prawa.

Co bym zmieniła? Gdy dziergam od dołu nie umiem wyczuć kiedy już każda z części ma odpowiednią długość – ciągle mi jest za krótko. No i było mi tak krótko, że teraz rękawy muszę podwijać. Poza tym jestem niska, więc mogłam zrobić karczek z mniejszego rozmiaru – to niby tylko kilka rzędów mniej, ale jednak pacha by lepiej leżała.

Poza tym sweter jest super. Ciepły, ba, nawet bardzo skoro to 100% wełna (całość robiona z Cascade 220), na tyle luźny, że spokojnie podkoszulkę ubiorę pod spód i zimą mrozy będą mi niestraszne.

A zapomniałabym, sweter ma jeszcze jedną wadę… całkowicie mi odbiło teraz na punkcie lopi. Jared odwiedził jakiś czas temu Islandię i po powrocie wymyślił owego Grettira. Ja do Islandii nie planuje jechać (jeszcze :-), ale muszę, bo się uduszę zrobić tradycyjny sweter z ichniej wełny lopi. Już chyba wiem, co bym chciała od Chłopa dostać pod choinkę :-)

Tymczasem nabrałam oczka na Marcinowego Grettira…