Trans w łatki

Jestem w transie. Druty poszły na kilka dni w kąt i tnę, szyję, przypinam, czyli tworzę swoją pierwszą w życiu narzutę patchworkową. Prosta jak budowa cepa, ale ważne, że dzieciakom się podoba.  Znaczy się Wojtkowi na pewno, bo mnie już pospiesza: „Mama, kiedy mi to uszyjesz?”

Domówiłam materiały na spód (nie wiem, jak ja to klikałam, ale jakoś dużo mi się kupiło), tym razem nieco tańsze. W poniedziałek dostałam ocieplinę i od razu ją przecięłam na pół i wrzuciłam do kąpieli. Wg metki miałam wyprać w jakimś delikatnym detergencie, by się skurczyła. Wymoczyłam ją w eucalanie :-) Na płasko suszyła się może z pół godziny i musiałam ją najzwyklej w świecie powiesić, by jej małe rączki nie rozszarpały.

Ocieplinę wybrałam bambusowo-bawełnianą. Po praniu zrobiła się miękka i nieco się skurczyła. Kupiłam 4 kupony i wyszło akurat na dwa pledy. Koszt: ok. 120zł.

Mam jedynie takie zdjęcie, jak będę zszywać Agnieszki pled to jakieś ładniejsze zrobię.

Materiały cięłam zwykłymi nożyczkami. Zakup noża rolowego z matą to kolejna stówa, więc póki nie wiem czy mnie patchwork wciągnie, czy to tylko jednorazowa sprawa, postanowiłam radzić sobie bez kolejnych gadżetów.

Kwadraty miały boki o długości 15.6mm i na narzutę o wymiarach 114cm x 156cm miałam ich 88. Tsja, tak się rozpędziłam, ze nacięłam ich dużo więcej niż 2 razy po 88. No nic, nie zmarnują się :-)

Potem najfajniejszy etap, czyli układanie :-) Jest miszmasz totalny, ale najważniejsze, że przyszły właściciel miał na ten miszmasz wpływ.

Choć w drugim pledzie, gdyby przyszła właścicielka nam pomagała jestem pewna, że kwadraciki, by wyglądały duuuuuuużo inaczej :-)

A potem składanie, zszywanie i niby wszystko tak ładnie sobie ułożyłam, a i tak mi się kwadraciki pomyliły :-P Chyba będę musiała je sobie podpisywać.

I kolejna zabawa w puzzle…

Która wieczorem zakończyła się tak :-)

Fajna zabawa – tylko czy na stałe? Nie wiem… zobaczymy jak skończę obie narzuty.