Ta dam!

Skończyłam oba :-) Alem z siebie dumna. Teraz mogę wrócić do moich motków.
Najpierw uszyłam dla Wojtka…. (ostrzegam, będzie dużo zdjęć!)

I zaraz na następny dzień musiałam uszyć dla Agi, bo była walka o ten niebieski…

Jak widać uszyłam najzwyklejsze patchworki, gdzie łatki są na chybił trafił. Chciałam się przede wszystkim nauczyć odpowiedniego prasowania łatek (ja prasowałam na prawo lub lewo), łączenia (szacun dla wszystkich co idealnie łączą kąty łatek) i pikowania (czy Polki używają tzw „walking foot”?). Pewnie wprawne oko pachworkarek wypatrzy jakieś niedociągnięcia, ale ja póki co jestem nawet zadowolona. No i najważniejsze, że dzieciaki się cieszą.

Materiałów zostało mi bardzo dużo i myślę, że teraz uszyję taki już trochę kombinowany z trójkątów na polarowym kocu, by było cieplej. Nie wiem czy tak można, ale spróbuję. No i zacznę już kompletować materiały na nasz duży pled.

A póki co dziecięce patchworki znalazły sobie miejsce tutaj…

O bosz… ale zdjęć nawstawiałam… To może jeszcze ta ocieplina na koniec :-)
A ja idę przewinąć włóczkę.