Wielki warkocz

Zimy już u nas nie widać. Ponoć ma śnieg jeszcze spaść, tak mi Chłop mówił. Nie wiem, ile w tym prawdy. Czy śnieg będzie czy nie, od miesiąca wieczorami grzeje mnie to swetrzycho.

Wypatrzyłam skubańca prawie rok temu u jakiejś kobitki na ulicy. Siedziałam wtedy w aucie i stojąc na czerwonym świetle jak wariatka rysowałam szkic, by go nie zapomnieć. Wiedziałam, że albo go kupię, albo sama zrobię.

Nie kupiłam. Kupiłam za to włóczkę, pozmieniałam co nieco i sama udziałam, spisałam, przetestowałam i już jest – The Big Cable.

Andesa lubię bardzo, a jak jest przeceniony to jeszcze bardziej :-) Ciepły, nawet jakoś koszmarnie nie gryzie i do tego dzierga się z niego błyskawicznie (ja skubańca zrobiłam w tydzień!). No dobra, ma jedną wadę – muszę mieć do niego bardzo grube druty, a od tego bolą mnie ręce i kończy się na tym, że dziergam z niego tylko raz na rok i wystarczy. Może to i dobrze :-)

No, a teraz czas się brać za wiosenne udziergi :-)

Jakoś tak…

Obiecywałam sobie, że będę i tutaj i tu pisać po równo i co? Kicha. Jakoś tak się życie toczy, ale już mi doby na wszystko nie wystarcza. A ja cały czas dziergam, i dla dzieci, i dla siebie.

Ferie jakoś nam przeleciały i nie zrobiliśmy właściwie nic fajnego. Wojtek znowu jakieś gile przyniósł z przedszkola, szybko przekazał je Agnieszce i co gorsza mi. Padłam jak mucha – do tej pory się twardo trzymałam i pozostałym nosy wycierałam, a tu termometr pokazał ponad 39 stopni. Łeb nawalał koszmarnie, nochal zapchany i węzły spuchnięte. Dzięki Bogu, już jest ok, ale było słabo. Jakimś cudem dałam radę skończyć kilka dziergot, które już niedługo pokażę jak należy.

Między innymi Sand Banka dla Wojtka.
Między innymi Sand Banka dla Wojtka.

Wojtek nadal w domu siedzi, bo jeszcze nie nadaje się na przedszkolne zarazki, ale wreszcie pojawiło się słońce i jakoś fajniej się zrobiło. Zresztą chyba powoli zaczyna się u nas ten czas w życiu każdego rodzeństwa kiedy owszem tłuką się na potęgę i wrzeszczą „moja!”, „nie, moje!”, ale i też bawią. Bywa zatem na serio wesoło :-D

Dziękuję bardzo za miłe słowa o patchworkach. Sprawdzają się wspaniale. Wojtek co wieczór po kąpieli przychodzi do nas na codzienną porcję przytulania i bez „kwadracików” do przykrycia się ani rusz. No i Chłop mi już powoli zrzędzi, kiedy będzie nasz :-)