Wrze

Pięknie, słonecznie, aż się człowiek uśmiechać chce. I do tego robótkowo wrze. :-)

Wreszcie nabrałam oczka na sweterek dla Agi, na który czaiłam się od momentu, kiedy został opublikowany. Robię z cienizny, bo jakoś takie swetry najczęściej są przez dzieciaki noszone – lekkie, cienkie, a ciepłe. Będzie to pasiak, podobnie jak Wojtka nowy sweter na wiosnę. Myślałam nad powtórzeniem tego sweterka, ale jakoś ochoty mi brak na kolejny rozpinany, tym bardziej, że byłby to już czwarty w jego szafie zaplanowany na ten rok. Zatem zwykły szaro-czerwony pulower. Zero notatek, zero liczenia, robiony tylko i wyłącznie dla przyjemności i odpoczynku, bo pewnie oba i tak wydziergam w piaskownicy :-)

Walczę również z innym sweterkiem dla Wojtka, ale ten mi idzie jak krew z nosa, czemu winna jest przede wszystkim włóczka. Szkoda robić dla przedszkolaka ubrania z Malabrigo, prawda? Zatem korzystam ze złogów i dziergam mu kapturzak z jakiejś pomyłki z Ice Yarns. Wygląda podobnie do Sheltera, ale wierzcie mi, daleko jej do niego… Pociesza mnie jedynie, że teoretycznie sweter powinien być noszony, bo Wojt sam sobie ten kolor wybrał – w końcu zielony to jego ulubiony kolor (ciekawe dlaczego? :-).

Mój zresztą też :-) A propos zielonego i powtórek… Jakiś rok temu zaczęłam błękitny sweterek z motywem winogron z mojej Avventury. Tsja, rok później owy błękitny jest czymś innym, a same winogrona zmieniły nieco kolor :-) Czasami warto jakiegoś UFOka bez ceregieli spruć :-)

Luz Blues

Generalnie to ja wolę jak talia i dekolt są podkreślone, więc od początku robienia tego swetra byłam bardzo sceptycznie nastawiona, ale jako to mawiają „raz kozie śmierć”. Tym razem kształtowanie talii jest znikome,  a dekolt właściwie to nic nie podkreśla. Zamiast tego są kieszenie, dużo tzw. tekstury i luz blues.

Poza Bryterem to ja właściwie nie mam luźnych swetrów, więc ten idealnie się wpasował w lukę w mojej szafie, a że na co dzień to w jeansach śmigam, to też sweter na grzbiecie często bywa. Ba, nawet lepiej, bo jakieś dwa lata temu na wyprzedaży kupiłam sobie sukienkę. No i ani razu jej nie ubrałam, bo nie miałam do czego. Do teraz :-) Jakby czekała na to swetrzysko.

Sweter udziałam z Brooklyn Tweed Shelter, z której zimą zrobiłam już czapkę. Hm, szczerze mówiąc, nie wiem czy włóczkę chwalić czy narzekać. Może najpierw powiem co mi się w niej podoba… Jest lekka, ciepła, rustykalna i na serio wygląda bardzo ciekawie w porównaniu z dobrze znanymi i popularnymi włóczkami, ale… No właśnie jest „ale”. Jest bardzo delikatna i koszmarnie się przy najmniejszym napięciu rwie, choć tym samym pięknie można nowe połączenie sfilcować i nic nie widać (tsjaa, stanęło się na nitce i ją od razu urwało kilka razy, a jak? :-), mięknie po praniu, lecz nie na tyle by nosić sweter na gołe ciało (nie gryzie nic, ale też nie jest tak mega przyjemna), no i nie ukrywajmy, jest droga :-(. To moja totalnie subiektywna opinia i nikt nie musi się z tym zgadzać. Czy kupię ją znowu? Nie wiem, może kiedyś.

Fotki kolejny raz autorstwa Marcina. Musze powiedzieć, że jestem pełna podziwu dla tego Pana i bardzo wdzięczna, że potrafi wyczuć „dziergoty” :-)

Opis swetra pod nazwą „Yakushima” od wczoraj jest na Ravelry i stronce (z 20% rabatem).

Rowerowy weekend

Dzisiaj pada deszcz. Nie przeszkadza mi to za bardzo, szczerze mówiąc, tym bardziej, że to oznacza jeszcze bardziej zielone krzaki, drzewa, trawę. Oby tylko śniegu nie było na Wielkanoc :-D

Weekend mieliśmy fajny, bo urodzinowy. Kolejne urodziny – tym razem Chłopa :-) Jeszcze tylko w kwietniu Aga, imieniny Wojtka i moje, i kolejne imprezki dopiero na jesień planowane.

W sobotę wygrzebaliśmy wreszcie rowery i pojechaliśmy na Wiosenną Masę Krytyczną. Było super. Dzieciaki zadowolone (Wojtek w szczególności, bo mógł przejechać przez tunel), my co nieco rozruszani i gotowi, by powrócić do naszych wycieczek po podtoruńskich wioskach. Tylko lepiej nie w deszczu :-)

Miłego tygodnia!