Archiwa tagu: Ciąża

Paulie

I started it in August. I fell in love with it the moment I saw it, it’s so casual, simple, not fussy. I had to make it. I had 6 skeins of grayish Drops Alpaca waiting for some other cardigan but decided to buy one more skein (navy blue) to get contrasting stripes.

Of course, the more you want something, the more problems you have, right? It turned out that the moment I started it I had to rip it – the back was way too wide. So I cast on for a smaller size, ignored the instructions and increased stitches on my own. Then something else came up and my Paulie went straight to UFO pile.

Zaczęłam go w sierpniu w tamtym roku. Od razu mi się spodobał – taki prosty, zwykły, bez kombinowania. To było „muszę, bo się uduszę”. Gdzieś tam miałam 6 motków szarawej alpaki kupionej na coś zupełnie innego, więc dokupiłam jeden granatowy na paski i się wzięłam do roboty.

Szybko mi zapał przeszedł, bo oczywiście od poczatku coś było nie tak i musiałam pruć (plecy były za szerokie). Nabrałam oczka drugi raz i robiłam po swojemu, potem coś tam innego zaczęłam i Paulie stał się ufokiem na kilka miesięcy.

A couple of weeks ago I picked up the needles again and this time I finished the cardi. And I love it. It’s so soft, light and lovely. Need to wait a little until it fits me though :-)

Kilka tygodni temu zabrałam się za niego drugi raz – tym razem poszło gładko. I nieskromnie powiem, że jestem z niego megazadowolona – jest boski, miękki, lejący – tylko jeszcze muszę poczekać troszkę aż się dopnę ;-)

Paulie by Isabell Kraemer

And since it might me my last big belly I just had to take a pic of it in this wonderful cardi :-) So here you are – 3 weeks to due date :-)

A skoro to pewnie mój ostatni brzuchol to musiałam go uwiecznić w towarzystwie tego fajnego sweterka. Oto on, na 3 tygodnie przez porodem ;-)

Scared / Boję się

OK, it’s official. I’m scared. The closer it is to the end, the more I freak out. When I was giving birth to Wojtek I was so blissfully ignorant – I had no idea what amount of pain everyone was talking about and I believed I could deliver on my own, but everything went wrong. I was in pain for 12 hours and in the end they performed C-section :-/

I know that all women have to deal with the pain, but this knowledge doesn’t help me in any way.  I am scared! There you go, I said it. Maybe it’s all because I was in hospital in February and all memories came back to me?

Almost 9 months pregnant :-) / Prawie 9 miechów :-)

No dobra. Można za oficjalne uznać, że zaczyna mi odbijać. Boję się porodu! W ciąży z Wojtkiem nie miałam zielonego pojęcia „o zabijaniu”, wierzyłam, że dam radę i po 12h męczarni i tak mnie pocięli. Tak, wiem, że poboli i przejdzie, ale co z tego? Kurde, na serio boje się! I jeszcze ten pobyt w szpitalu mi przypomniał wszystko :-/

Paulie

In the meantime I knit like crazy. When I knit, I don’t think about anything but knitting, so I knit more than ever. I also iron lots of tiny clothes, but still haven’t found time (or balls) to pack them into my hospital bag or even the closet. I still haven’t blocked the blanket for my baby girl. Too scared, I guess. Let the sleeping dogs lie, right?

Póki co dziergam jak szalona. A że kiedy dziergam, to nie myślę o niczym poza dzierganiem, to dziergam więcej niż kiedykolwiek. I prasuję ubranka – choć odwagi by je spakować do szpitala lub chociażby do szafy nadal mi brakuje. No i kocyka nadal nie zblokowałam. Lepiej nie wywoływać wilka z lasu, nie?

But what am I knitting? Finishing Paulie (just sleeves left), making a small baby tunic, still rippling and today I will CO for a small destashing cardi. Kit, knit, knit :-)

A co dziergam? Kończę Paulie (zostały rękawy), pykam tunikę dla małej, faluję i dzisiaj zacznę jakiś odwłóczkowujący tyci kardik. Dziergać, dziergać, dziergać :-)

Tiny tunic / Tyci tunika

Oj oj

Tyłek mnie boli koszmarnie. Nie jakbym godzinami jeździła konno, ale jakby mnie najzwyklej ktoś porządnie skopał. Czyli przywitanie z Małą wielkimi krokami się zbliża.

Do tego chodzę jak pingwin, kaleki. Właściwie nie chodzę, a człapię powoli z tyłu za chłopakami. Wydaje mi się, że jakoś aż tak bardzo połamana poprzednio się nie czułam.

Ośmiomięsięczniak uwieczniony ;-)

Przez to samopoczucie przyspieszyliśmy trochę przygotowania. Kołyska już rozstawiona, czekamy jeszcze na kilka gadżetów z hurtowni (maja być w czwartek), ja już zaczęłam prać ubranka, posortowałam posynkowe (czas je upłynnić) i przerzuciłam sie na krótkoterminowe dzierganie. Mam kilka UFOków, więc te spokojnie sobie będę robić, wykańczam szydełkowe bajery i dziergam dla Młodej jak szalona.

Wczoraj skończyłam wreszcie kwadraciki na taborety do kuchni.

Dwa już „ubrałam”, trzeci czeka na ostatnie rzędy słupków i półsłupków.

Teraz tylko ostatnie 15 cm pledu i border.

No i palma mi całkowicie odbiła na punkcie spódniczek, sukienek, bluzeczek… Paka w bawełnami dla Małej pewnie na następny tydzień zawita. Wszystko przez to, że kilka dni temu na zakupach oczopląsu prawie dostałam jak zobaczyłam ceny sweterków dla dziewczynek. I sukienek :-/

Zatem sama kombinuję. Ale o tym w kolejnym wpisie…