Archiwa tagu: Malabrigo Arroyo

Mysza

Podczas polowania na fioletową włóczkę kupiłam 4 motki Arroyo w kolorze borrajas. Przepiękny jest ten kolor, bardzo podobny do purpuras, no może trochę bardziej odbijający w stronę różowego. Swój sweter udziałam z niecałych 3 motków i zaczęłam dumać co dalej… 1.15 gramów fajnej włoczki, w miarę cienkiej, hmmm… Dla mnie na cokolwiek sensownego za mało, zatem było oczywiste, że Młoda będzie miała coś nowego. Dałam nura w jej szafę, by zobaczyć czego brakuje i okazało się, że nie ma sweterka na lato. Bąbolada jest za gruba na teraz, a my potrzebowałyśmy czegoś, co nada się na w miarę słoneczny dzień z wiaterkiem. Tak powstała Mysza (wiem, że długo by szukać połączeń miedzy fioletowym a myszami, po prostu fotki robiliśmy w okolicy Mysiej Wieży).

purp4

Sweterek jest bardzo prościutki. Zwykły raglan z lekko bufiastymi rękawami i sznureczkiem. Jednym urozmaiceniem jest „kropeczkowy” ścieg, który sprawia, że kolory jeszcze fajniej się mienią.

purp9

Młoda zadowolona :-)

purp3

Słowa nie spisałam, bo miał być robiony dla relaksu, ale skoro dziewczyny proszą, to opis będzie. W tej chwili pracuję nad Agnieszkowym rozmiarem i ten umieszczę na Lete’s Knits za darmo. Pozostałe muszę przeliczyć i najpierw przetestować. Oby mi to szybko poszło :-)

Niesłychane

No niesłychane, bo zarzekałam się, zaklinałam, że „nie ja, nigdy w życiu!”, ale jak to mawiają tylko krowa zdania nie zmienia i tak oto na moje druty trafiła fioletowa włóczka. Jeszcze lepiej, zrzędziłam na Arroyo, że się za szybko kulkuje, że najsłabsza w stajni Malabrigo, i co? Ano nie dość, że fioletowe toto, to jeszcze Arroyo :-) I tak sobie gadałam z tym moim Chłopem o mym wcześniejszym rozczarowaniu i chyba wychodzi na to, że po wydzierganiu kilku (nastu) sweterków z włóczek z tzw. kategorii „cuda wianki”, zaczęłam doceniać dobrego, zwykłego merynosa. Bo ja się Wam przyznam, że wcale mnie nie podnieca kaszmir w składzie (w mordę jeża! jak to się kulkuje!), mam zupełnie oziębły stosunek do jedwabiu (jak ja nie znoszę jak on się wyciąga!) i tylko dobry merynos sprawia, że mi serce szybciej kołacze. No, a właściwie to Arroyo nim jest :-) Mam dzisiaj tyle… Wydumałam, że skoro włóczka dla mnie nietypowa, to i sweterek niech też lekko dziwny będzie – ma mieć lekko kimonowe rękawy. I broń Boże, nie żaden oversized, czy boxy, czy co tam. Nieco luźny, ale w granicach rozsądku.

Idzie teraz szybko i aż sama ciekawa jestem, czy będę fioletowy sweter nosić.

A potem na druty wskakuje to – czerwony grubaśny singiel. Tym razem ma być coś dla Agi. Mnóstwo swetrów ma w spadku po bracie, więc przydałby jej się typowo dziewczęcy kardigan.

A Wy pewnie już w bawełnach siedzicie, prawda?

Z miłości do…

Miało być więcej zdjęć, więc jest więcej.

Oto on. Sweterek, który zapamiętam do końca życia. Bo to sweterek, który „wywołał” poród –  zaraz po nabraniu na niego oczek i zrobieniu karczku wody mi odeszły. Bo to sweterek, który powstał z miłości do lewych oczek. I do siły prostej formy.

Walczyłam ze skubańcem prawie 5 miesięcy. Dzieci, dom, inne robótki, chwile zwątpienia, ale jest. I chyba się opłacało walczyć, bo już dzisiaj wiem, że często będę go miała na sobie.

I do tego ten kolor! Stwierdzam, że jednak szary rządzi :-) I już zaczęłam jęczeć Elenie, by pofarbowała dla mnie jakiś nowy odcień szarego na swojej włóczce. Bo jak mieć szmergla to na całego, nie?

A w międzyczasie jednak powalczę z innymi rozmiarami :-)