Archiwa tagu: szycie

Woreczek potrzebny

Robótki walają się u mnie wszędzie. Są w pudełkach, koszyczku na głośniku (to akurat hibernujące skarpetki i bluzka letnia), woreczkach foliowych (niestety piękne to one nie są) i kilka z nich ma zaszczyt mieć swój własny kąt w postaci tzw. project bag, czyli po prostu woreczka na robótkę.

Pierwszą torebkę wygrałam jakiś czas temu w Aidez KALu i okazała się ona cudownym gadżetem, który podróżuje ze mną prawie zawsze. Torebka jest niewielka, akurat na skarpetki, czapkę, czy początek swetra i idealne się mieści w mojej torbie.

Kolejne dwie uszyłam jakiś czas temu i powędrowały w świat jako nagrody w KALu. Te również były niewielkie. Dzisiaj powstały jeszcze dwie, tym razem nie na skarpetki, a na sweter.

Uszyłam je wg instrukcji Shannon Cook z bloga LUVINTHEMOMMYHOOD. Tutorial jest po angielsku, ale można sobie poradzić przy pomocy zdjęć. Te pierwsze woreczki szyłam wg wymiarów podanych przez Shannon, lecz dzisiaj już improwizowałam, by uzyskać dużo większy worek. Część z kwiatkami miała 35 cm x 35 cm, a zielony panel 15 cm x 35 cm.

Tym razem torba spokojnie mieści sweter. Albo kilka mniejszych robótek :-) Tu widać mniej więcej wielkość – precle ważą 100g i zmieści się ich tam z 6.

Torby uszyłam dwie, jedna zostaje u mnie, a druga idzie w świat jako nagroda w obecnym KALu na Ravelry, na który serdecznie zapraszam :-)

Ta dam!

Skończyłam oba :-) Alem z siebie dumna. Teraz mogę wrócić do moich motków.
Najpierw uszyłam dla Wojtka…. (ostrzegam, będzie dużo zdjęć!)

I zaraz na następny dzień musiałam uszyć dla Agi, bo była walka o ten niebieski…

Jak widać uszyłam najzwyklejsze patchworki, gdzie łatki są na chybił trafił. Chciałam się przede wszystkim nauczyć odpowiedniego prasowania łatek (ja prasowałam na prawo lub lewo), łączenia (szacun dla wszystkich co idealnie łączą kąty łatek) i pikowania (czy Polki używają tzw „walking foot”?). Pewnie wprawne oko pachworkarek wypatrzy jakieś niedociągnięcia, ale ja póki co jestem nawet zadowolona. No i najważniejsze, że dzieciaki się cieszą.

Materiałów zostało mi bardzo dużo i myślę, że teraz uszyję taki już trochę kombinowany z trójkątów na polarowym kocu, by było cieplej. Nie wiem czy tak można, ale spróbuję. No i zacznę już kompletować materiały na nasz duży pled.

A póki co dziecięce patchworki znalazły sobie miejsce tutaj…

O bosz… ale zdjęć nawstawiałam… To może jeszcze ta ocieplina na koniec :-)
A ja idę przewinąć włóczkę.

Trans w łatki

Jestem w transie. Druty poszły na kilka dni w kąt i tnę, szyję, przypinam, czyli tworzę swoją pierwszą w życiu narzutę patchworkową. Prosta jak budowa cepa, ale ważne, że dzieciakom się podoba.  Znaczy się Wojtkowi na pewno, bo mnie już pospiesza: „Mama, kiedy mi to uszyjesz?”

Domówiłam materiały na spód (nie wiem, jak ja to klikałam, ale jakoś dużo mi się kupiło), tym razem nieco tańsze. W poniedziałek dostałam ocieplinę i od razu ją przecięłam na pół i wrzuciłam do kąpieli. Wg metki miałam wyprać w jakimś delikatnym detergencie, by się skurczyła. Wymoczyłam ją w eucalanie :-) Na płasko suszyła się może z pół godziny i musiałam ją najzwyklej w świecie powiesić, by jej małe rączki nie rozszarpały.

Ocieplinę wybrałam bambusowo-bawełnianą. Po praniu zrobiła się miękka i nieco się skurczyła. Kupiłam 4 kupony i wyszło akurat na dwa pledy. Koszt: ok. 120zł.

Mam jedynie takie zdjęcie, jak będę zszywać Agnieszki pled to jakieś ładniejsze zrobię.

Materiały cięłam zwykłymi nożyczkami. Zakup noża rolowego z matą to kolejna stówa, więc póki nie wiem czy mnie patchwork wciągnie, czy to tylko jednorazowa sprawa, postanowiłam radzić sobie bez kolejnych gadżetów.

Kwadraty miały boki o długości 15.6mm i na narzutę o wymiarach 114cm x 156cm miałam ich 88. Tsja, tak się rozpędziłam, ze nacięłam ich dużo więcej niż 2 razy po 88. No nic, nie zmarnują się :-)

Potem najfajniejszy etap, czyli układanie :-) Jest miszmasz totalny, ale najważniejsze, że przyszły właściciel miał na ten miszmasz wpływ.

Choć w drugim pledzie, gdyby przyszła właścicielka nam pomagała jestem pewna, że kwadraciki, by wyglądały duuuuuuużo inaczej :-)

A potem składanie, zszywanie i niby wszystko tak ładnie sobie ułożyłam, a i tak mi się kwadraciki pomyliły :-P Chyba będę musiała je sobie podpisywać.

I kolejna zabawa w puzzle…

Która wieczorem zakończyła się tak :-)

Fajna zabawa – tylko czy na stałe? Nie wiem… zobaczymy jak skończę obie narzuty.